Newsflash

 

" W młodości studiujemy dorosłych, aby osiągnąć mądrość. W dorosłości studiujemy dzieci, aby zrozumieć, czym jest szczęście"

 

 

Peter Rosegger

 

Menu

Menu użytkownika

Opieka

Pomocne

Logowanie


Designed by:
SiteGround web hosting Joomla Templates

Strach przed rozpieszczeniem PDF Drukuj Email
Wpisany przez Magda   
czwartek, 15 stycznia 2009 15:16

Rozpieszczanie dzieci od wieków jest uważane za najgorszą rzecz jaką można zrobić dziecku. Mimo, że współcześni rodzice na coraz więcej pozwalają dziecku, panicznie boją się by go nie rozpieścić. Jednak z miłości do dziecka, a czasami „dla świętego spokoju” ulegamy dzieciom i tym samym ponosimy porażkę.

Ciężko jest opisać rozpieszczone dziecko, ale rozpoznać je chyba potrafi każdy. Takie dzieci są po prostu kapryśne, nieposłuszne, mają mnóstwo roszczeń. Rzucają się na podłogę w supermarkecie, kiedy spotkają się z odmową zakupu batonika czy kolejnej zabawki.

 

 

 Pojecie rozpieszczenia przede wszystkim znamy z własnego dzieciństwa. Każdy na pewno choć raz usłyszał: "Jesteś rozpieszczona jak dziadowski bicz!", a w wersji ostrzejszej: "Ty rozpuszczony bachorze!" od kogoś kto się nami opiekował.
Nie zastanawiano się nad błędami wychowania czy nad przyczynami takiego zachowania przez dziecko, wszystko zrzucano na tę jedną cechę.



- Moje dzieci były potwornie rozpieszczone, to wiedziało całe osiedle - mówi Monika, matka dwudziestoparolatki. - Na zbyt dużo im pozwalałam. Często zamiast ukarać, przytulałam je. A za to kiedy chciały, żeby się z nimi pobawić, nie miałam czasu. Rady mojej mamy uważałam za przestarzałe, a do rad z książek było mi bardzo trudno się stosować. Byłam zupełnie rozdarta, nie wiedziałam co robię i do czego to zmierza.

Za czasów naszych babć i dziadków poradniki pękały w szwach od rad, które miały na celu uniknięcie rozpieszczenia dziecka. I to od dnia narodzin.

Nie wolno było karmić dziecka piersią częściej nić co 3 godziny, bo inaczej nie nauczyłoby się odpowiednio trawić. Nie brano zbyt często dziecka na ręce ani nie bawiono się z nim za często, by się nie przyzwyczajało do naszego towarzystwa i zabawy.

 

Niektóre rady wydają się może uzasadnione, ale jeśli wziąć pod uwagę, że zawierały dokładne wytyczne liczbowe, od których nie wolno było odstąpić... Można sobie wyobrazić, że takie wychowywanie stawało się katorgą dla obu stron. W takiej sytuacji rozpieszczenie dziecka często stanowiło jedną z najłagodniejszych konsekwencji ślepego posłuszeństwa zasadom nie uwzględniającym indywidualności.

 

Stara prawda, że mądrze aplikując miłość nie można jej przedawkować, została jakiś czas temu udowodniona naukowo i odtąd jest powtarzana rodzicom w każdym poradniku. Mimo to wątpliwości nie ustają. Bo gdzie właściwie przebiega granica, za którą takie a nie inne postępowanie wobec dziecka to już tylko kręcenie bicza na siebie samych?

Gereon Reimann w swojej książce "Kochać - zamiast rozpieszczać" kładzie nacisk na ubezwłasnowalniający aspekt rozpieszczenia. Zwraca uwagę, że dzieci, którym nie stawia się prawie żadnych wymagań, nie będą umiały nigdy stawiać ich sobie same. Tracą w ten sposób zdolność tworzenia i zmieniania świata, podczas gdy przecież od rodziców powinny dostać nie "wszystko", a tylko wskazówki, jak rozwijać się w życiu na własną rękę.

"Rozpieszczanie" to pojęcie potoczne i właśnie dlatego ma mnóstwo definicji. Jego definicje na własny użytek mają także i osoby specjalizujące się w zagadnieniach wychowawczych.

- Czy dzieci można rozpieszczać? Nawet należy! - odpowiada portalowi Poradnik Zdrowie pedagożka Dorota Zawadzka. - Tylko trzeba to robić mądrze. Nie przekupywać, nie zasypywać prezentami, nie ulegać. Dziecko musi znać granice, bo to buduje jego poczucie bezpieczeństwa. Rozpieszczanie powinno polegać na tym, że spędzamy z dzieckiem dużo czasu i ono wie, że rodzic jest jego prawdziwym przyjacielem.

 

Czy w dzisiejszych czasach można w ogóle rozpieścić dziecko? Takie pytanie zakłada, że większość dorosłych osób swoje rodzicielstwo podbudowuje z lewa i prawa poradnictwem na ten temat. Tymczasem, grupa rodziców w miarę świadomych i skupionych na relacji z dzieckiem jest, wbrew pozorom stwarzanym przez media, niewielka. I nawet członkom tej grupy nie zawsze udaje się uniknąć wychowania małej kapryśnicy czy rozbestwionego potwora.

- Nie chcemy przyzwyczaić go, że jak płacze to od razu bierzemy go na ręce - mówi Pascal Brodnicki o swoim kilkumiesięcznym synu w wywiadzie dla eDziecka. - Uważamy bardzo, żeby go nie rozpieścić.

Nasi rodzice mogą być usprawiedliwieni: ich niekonsekwencje i niesłuszne wybory mogły wynikać z niewiedzy oraz ślepego posłuszeństwa naukowym zaleceniom, niewiele mającym wspólnego z praktyką. Ale jak to się dzieje, że pokolenie dwudziesto - trzydziestolatków nadal boi się rozpieścić dzieci?

Wynika to z faktu, że sygnały dotyczące zasad wychowawczych wysyłane przez media, autorytety oraz innych rodziców są sprzeczne. Z jednej strony mówią nam: słuchajcie siebie, budujcie więź z dzieckiem indywidualnie, jedyne zasady to te, które sami odkryjecie w oparciu o znajomość siebie i malucha. Z drugiej przekonują, że nie da się wychowywać bez wielu konkretnych zakazów i nakazów, których jeśli nie będziemy się trzymać, możemy się pożegnać z dobrze ułożonym potomstwem. Tak traktowani rodzice, z założenia niepewni siebie w nieznanej dotąd roli, bardzo łatwo nabawią się trudności w podejmowaniu decyzji. Stąd już tylko krok do niekonsekwencji.

A to właśnie niekonsekwencja w wychowywaniu jest przyczyną tego, co nazywamy rozpieszczeniem. Oprócz niestałości narzucanych zasad, chwiejnym karaniu i nierozsądnym nagradzaniu, niekonsekwencja przejawia się także na inne sposoby.

Frank Furedi, amerykański socjolog - obrazoburca współczesnych metod wychowawczych, podkreśla w swoich książkach, że nadmierna uwaga poświęcana dzieciom także może być przyczyną porażki. Rodzice za bardzo skupiając się na dziecku tworzą sztuczny świat, którego ono tak naprawdę ani nie chce, ani nie potrzebuje. Furedi krytykuje nawet skłonność współczesnych rodziców do brania w każdej sytuacji strony dziecka i wierzenia mu niezależnie od tego, co mówią dorośli. Według niego dziecko jest tylko dzieckiem i nie można traktować jego zachowań z takim samym zaufaniem, jakie mamy do dorosłych.

Niezależnie od tego, na ile zgodzimy się z kontrowersyjnymi dziś tezami Furediego, faktem jest, że uwaga poświęcana dzieciom i nacisk kładziony na ich wychowywanie to najnowsze odkrycia naszej cywilizacji. Jak dowodzi Philippe Aries w swojej książce "Historia dzieciństwa", samo pojęcie dzieciństwa jako takiego zostało ugruntowane w kulturze dopiero pod koniec XIX wieku. Do tamtego czasu dzieci były po prostu ludźmi małego rozmiaru. I jako tacy nie mogły zostać rozpieszczone w żaden sposób. To znaczy mogły, ale nazywało się to zupełnie inaczej.

 

Źródło : MB